wtorek, 22 marca 2011

kontrola biletów

Dzisiaj widziałam kontrolę biletów w autobusie, nie mogę powiedzieć po raz pierwszy w ogóle ale po raz pierwszy w dzielnicy, w której mieszkam. Szybka akcja, czterech kontrolerów wskakuje do autobusu i grzecznie proszą o pokazanie biletów. Dziewczyna Włoszka siedząca naprzeciw mnie z uroczym uśmiechem odpowiada, iż nie ma biletu na co pan kontroler prosi o dokument, ona na to że nie ma ale pan nadal dość uprzejmie ale stanowczo każe jej rozpiąć torebkę i ją przeszukać i znaleźć dowód lub prawo jazdy lub chociaż kartę ubezpieczenia zdrowotnego (tutaj to bardzo ważne gdyż na niej jest tzw. kod fiskalny, bez niego tu w Italii się nie istnieje, trochę tak jak w Polsce nr pesel i NIP razem wzięte). Dziewczyna nadal szuka dowodu tożsamości ale w międzyczasie kombinuje jak to nie zapłacić  mandatu, czyli zaczyna gadkę że ona miała już wysiąść więc niech pan kontroler łaskawie pozwoli jej wysiąść, i że jedzie z przystanku końcowego i nie było gdzie kupić biletu,na co pan kontroler grzecznie odpowiada, że to nie jego zmartwienie ale jej, i że wszyscy wokół też nie mają biletu a on tylko do niej się przyczepił, no co starsze osoby siedzące wokół oburzyły się i gotowy były małolatę wyzwać od deficiente (czyli od półgłówków, to takie najbardziej pieszczotliwe tutaj ubliżanie na innych). W końcu jednak dziewczyna ku radości pana kontrolera wyciąga dowód osobisty i jednocześnie niezmiernie niezadowolona klnie pod nosem. Dostaje mandat, w sumie nie jestem pewna ile ma zapłacić a ja sobie myślę, iż przydałaby się też taka solidna kontrola w miejscach publicznych gdzie jest napis vietato fumare czyli zakaz palenia a mimo to wszyscy palacze zebrani pod zakazem palenia stoją z zapalonymi papierosami i podchodzi do nich pan stróż prawa, który to od owych palaczy odpala swojego papierosa.

1 komentarz:

  1. Włoskie słówko dnia: 'deficiente' ;) Podoba mi się! Taki ktoś z brakami ;) Z palaczami to faktycznie jest problem. Pięć lat temu widziałem w Mikołajkach niemieckiego turystę, który zapalił sobie w kościele, bo na zewnątrz padał deszcz.

    OdpowiedzUsuń