wtorek, 17 maja 2011

Spaghetti alla carbonara

To moje pierwsze danie włoskie a właściwie rzymskie, jako że kuchnia włoska w Italii nie istnieje. Jest za to kuchnia rzymska, toskańska, sardyńska, neapolitańska, sycylijska itd. Spaghetti alla carbonara pokazał mi mąż koleżanki, Rzymianin od urodzenia. Wypróbowałam je kilka razy, dwa razy nie wyszło mi jak trzeba (aż dziwne zważywszy na to jak jest proste), i na dobre zagościło w  mojej kuchni, głównie ze względu na swe walory smakowe jak i banalne przygotowanie (na przyrządzenie całej potrawy trzeba aż 20 minut!).

400g makaronu spaghetti
100g wędzonego boczku
100g startego sera pecorino
4 jajka
oliwa z oliwek
sól
pieprz

Zagotować lekko osoloną wodą w dużym garnku. Wrzucić makaron spaghetti i gotować według przepisu aż będzie al dente. W międzyczasie w dużym rondlu na oliwie z oliwek podsmażyć boczek pokrojony w drobną kostkę, dodać ugotowany i odcedzony makaron. Wymieszać, zdjąć z ognia i wbić jajka, starty pecorino, sól i pieprz do smaku i jeszcze raz dobrze wszystko wymieszać.  Podawać na ciepło.

czwartek, 12 maja 2011

Banana bread

Nie jest to przepis włoski ale z Ugandy. Dostałam go jednak tu w Rzymie i wypróbowałam, i gorąco polecam.

 Składniki
125 g masła
0,5 kg cukru
1kg mąki pszennej
4-6 jajek
6 dużych mocno dojrzałych miękkich bananów
łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

Wykonanie
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180-200 stopni. Dużą blaszkę do pieczenia wysmarować masłem. Utrzeć banany (można rozetrzeć widelcem). Wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną. Utrzeć masło z cukrem i jajkami. Dodać roztarte banany. Powoli dodawać mąkę i mieszać dokładnie na jednolitą masę. Wlać do blaszki. Piec w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez godzinę.

Smacznego

wtorek, 10 maja 2011

Koloseum sprzedane


W minionym tygodniu burmistrz miasta Rzymu Gianni Allemano podpisał umowę sprzedaży Koloseum z koncernem obuwniczym Tod’s. Brzmi niewiarygodnie, ale jest to prawdą. Burmistrz oraz Rada Miejska już od dłuższego czasu próbowała znaleźć fundusze na restaurację zabytku, poszukiwała altruistów, którzy mogliby sfinansować ogromne koszta związane z odnową budowli, jednak bez rezultatów. Zatem rozwiązaniem, i to bardzo skutecznym, okazał się sponsoring. Tod’s zapłacił 25 mln dolarów w zamian za ekskluzywne wykorzystanie logo Koloseum na swoich produktach przez najbliższych 15 lat. Wkrótce też w Amfiteatrze Flawiuszy zawisną banery z logo Tod’sa (ponoć udało się nieco je „zmniejszyć” w umowie z koncernem).

wtorek, 3 maja 2011

Bucatini all’amatriciana


400 g makaronu bucatini (długie makarony jak spaghetti tylko grubsze z dziurką w przekroju)
80 g wędzonego  pogardla
80 g wędzonego  boczku
8 pomidorów z puszki bez skóry
starty ser pecorino
papryczka chilli
ocet winny
oliwa z oliwek

Pokroić podgardle i boczek w kostkę, podsmażyć  na oliwie, dodać ocet winny i smażyć kilka minut aż ocet odparuje. Dodać pomidory pokrojone w kostkę i papryczkę chilli. Dodać soli do smaku i wszystko dusić na małym ogniu przez kilka minut. Ugotować bucatini i dodać do gotowego sosu z odrobiną pecorino.

sobota, 30 kwietnia 2011

Faberge eggs


Obecnie w Muzeach Watykańskich trwa wystawa pokazująca produkcje Carla  Faberge, który to tworzył arcydzieła sztuki jubilerskiej i dekoracyjnej dla rosyjskiej rodziny carskiej na przełomie XIX i XX wieku. Wystawa oferuje wyjątkowe a jednocześnie szerokie spojrzenie na najbardziej reprezentatywne i zachwycające dzieła Carla Faberge z dziedziny biżuterii oraz zdobnictwa srebra i kamieni.

Firma Faberge założona w Sant Petersburgu w 1842 roku wyprodukowała cały arras arcydzieł od unikatowych dzieł stworzonych na specjalne potrzeby rodziny carskiej, monarchów Europy oraz Bliskiego i Dalekiego Wschodu do masowej produkcji przedmiotów, które zaspakajały potrzeby społeczeństwa tamtych czasów, były wśród nich przedmioty dekoracyjne, kamienne rzeźby oraz srebrna zastawa. Carl Faberge został głową rodzinnej firmy w 1872 roku i wśród jego osiągnięć były jajka Wielkanocne, które zawierały niespodzianki dostosowane do zamówień cara Aleksandra III i Mikołaja II, ostatnich z Romanowów.









Kolekcja, która jest obecnie wystawiana w Watykanie jest drugą co do wielkości kolekcją Faberge na świecie tuż po kolekcjii  Rosyjskiego Narodowego Skarbcu na Kremlu w Moskwie. Ma też swoje niezaprzeczalne perełki, takie jak pierwsze jajko Faberge, które zapoczątkowało kolekcję jajek Wielkanocnych. Zostało ono stworzone w 1885 roku na zamówienie cara Aleksandra III jako prezent narzeczeński dla przyszłej cesarzowej Marii Fedorowny. Caryca tak bardzo była zakochana w białym emaliowanym jajku zawierającym złotą kurkę w środku, że owo zamówienie od tamtej pory stało się tradycją. Każdego roku Carl Faberge przedstawiał w pałacu carskim kolejne jajko nigdy nie przestając zaskakiwać swoim nowatorstwem i pomysłowością, oryginalną kompozycją i doskonałym kunsztem jubilerskim. Praca nad każdym arcydziełem trwała rok i zaczynała się tuż zaraz po Wielkanocy. Kolejne jajko było gotowe na Wielki tydzień roku następnego, kiedy to Carl Faberge osobiście dostarczał je carowi, który z kolei wręczał je jako prezent swojej żonie w Wielkanoc.

Po śmierci Aleksandra III, podczas panowania jego syna Mikołaja II, mistrzowie w pracowni Faberge zaczęli wykonywać dwa jajka każdego roku, jedno dla Marii Fedorowny, drugie dla żony cara Mikołaja II Aleksandry Fedorowny.

Oprócz jajek Wielkanocnych na wystawie można zobaczyć mistrzowsko wykonane i przepięknie zdobione zegary, wysadzane kamieniami ramki na zdjęcia oraz bogato zdobione ikony.

wtorek, 12 kwietnia 2011

plaża

Już drugi tydzień jest bardzo ciepło w Rzymie, nawet za ciepło, około 23-25 stopni i non stop słonecznie. Ale mimo tak pięknej aury zdziwiły mnie tłumy ludzi  na plaży w Ostii w miniony weekend. Nawet kiedy jest TAK ciepło raczej nie jest rzeczą normalną zobaczyć Włochów opalających się na piasku w... kwietniu (turystów to  nawet w styczniu  można zobaczyć na plaży a także w wodzie, brrr). Dzisiaj zatem sama wybrałam się na pierwsze tegoroczne plażowanie. Trochę wiało a ja, mając często kłopoty z gardłem i strunami głosowymi, leżałam na kocyku w stroju bikini i z szyja owiniętą szaliczkiem. Ale słoneczko grzało pięknie, nawet chwilami przypiekało, na szczęście ja się już wczoraj przygotowałam zaopatrując się z spray do opalania z filtrem nr20 i po raz pierwszy od baaaaardzo długiego czasu od tego mojego wystawienia na słońce pupy nie spiekłam.

niedziela, 10 kwietnia 2011

włoska szkoła


Kiedy moje dziecko pierwszy raz poszło do tutejszej zerówki w szkole publicznej (scuola statale) usłyszałam po kilku dniach do jednej z nauczycielek, iż moje pięcioletnie prawie dziecko nie mówi wcale po włosku (co oczywiście nie było prawdą, poprzedni rok uczęszczał do włoskiego przedszkola prywatnego, w którym panie nauczycielki dołożyły wszelkich starań, by moje dziecko zaczęło mówić po włosku, i zaczęło bez żadnych problemów po dwóch miesiącach pobytu w przedszkolu) i ja jako jego matka powinnam z dzieckiem moim w domu rozmawiać po … włosku. Nie zabrzmiało to jako zalecenie czy dobra rada ale wręcz jako  nakaz! A u mnie, w buntowniku oraz lingwiście od razu zabulgotała krew i tylko moja słaba wówczas znajomość włoskiego powstrzymała mnie od wyłożenia tej pani dla mnie prawdy oczywistej, iż nawet jeśli chciałabym używać w domu pięciu różnych języków, w tym chińskiego, tej pani nic do tego w jakim z nich rozmawiam z dzieckiem i jakiego języka lub języków go uczę. Poza tym chciałam również oświecić ją, iż mój włoski nie urasta do poziomu jej włoskiego w związku z tym po to wysyłam moje dziecko do szkoły, w której ona uczy aby miała pracę.
Po tym jak krew przestała mi wrzeć w żyłach mąż mój postanowił pani tej wytłumaczyć o co chodzi i przestała nam truć, iż dziecko nasze nie znając języka włoskiego nie będzie mógł pójść do pierwszej klasy i takie tam podobne dyrdymały. Po tygodniu zachodzę po dziecko do szkoły i ta sama pani mówi mi „parla l’italiano” czyli „jednak mówi po włosku” a ja sobie pomyślałam, że przecież ja to wiem i nie było żadnych powodów do paniki, dziecko moje jedynie miało długie wakacje, podczas których mało mówiło po włosku i potrzebowało trochę czasu, żeby znowu „zaskoczyć” na włoski.
Minął tak spokojnie czas do końca stycznia. W lutym odbyło się zebranie rodziców, takie mniej więcej po pierwszym półroczu, aby rodziców poinformować o postępach ich pociech. I na owym spotkaniu dowiaduję się jakie to wspaniałe postępy poczyniło moje dziecko, jako jedno z dwójki dzieci nauczyło się czytać i pisać po włosku, uzupełniło już cała książkę przewidzianą na rok pracy (czyli do początku czerwca) i pomaga innym dzieciom pisać literki, których one jeszcze nie skończyły.
Tak właśnie radziło sobie dziecko, które nie mówiło po włosku.